Trener personalny – Magiczna profesja

12 stycznia 2017
233 Wyświetleń

Kim jest trener personalny?

Kiedyś myślałam, że to osoba, która pracuje nad ciałem swojego podopiecznego i jego funkcja ogranicza się tylko do sfery fizycznej. Układa on dietę, czasami prowadząc klienta tylko na odległość, tworząc rozpiskę w formie planu treningowego. Przez lata mojej pracy w branży trenerskiej przekonałam się, że w tej profesji nie zupełnie o to chodzi. Ja nie tworzę planów treningowych ani gotowych schematów dotyczących postępowania w zakresie żywienia. Sztywne rozpiski żywieniowe niczego nie zmienią u osoby, która nie ma wypracowanych nawyków żywieniowych i wyrobionej samodyscypliny. Osoba mocno zdesperowana może trzymać się zaleceń z takiej “kartki“ miesiąc, góra dwa. Ale co potem? Niestety w większości przypadków kończy się to powrotem do starych przyzwyczajeń. Jestem trenerem, który przede wszystkim uczy jak się prawidłowo odżywiać. Wyrabiam nawyki, łatwość i wyczucie w doborze makroskładników i dopasowywaniu ich do pór dnia. Kartka tego nie nauczy, to muszę zrobić ja. Moi podopieczni kończąc ze mną współpracę, umieją w trakcie dnia obliczyć zgodzone makro dla swoich posiłków i zaplanować dalsze menu by dopełnił się bilans, bo oczywiście ramowe założenia są ustalane. By mieć taka intuicyjną łatwość w odżywianiu muszę to wcześniej poprzeć nauką. Dlatego często rozmawiam z klientem, chodzę na zakupy, podczas których uczę wybierać produkty i mówię czym się w ich wyborze kierować. Często również wspólnie gotujemy. Przez to chce pokazać, ze słowo dieta nie oznacza rozpiski dwutygodniowej, a jest stylem życia. Plany dietetyczne stosuję tylko wobec zawodników przygotowujących się do startów kulturystycznych lub turniejowych.

Każdemu z moich klientów zakładam osobny zeszyt. Zamieszczam w nim swoje zapiski odnośnie diety, rodzaju treningu, jego periodyzacji oraz uzyskiwanych postępów, z którymi zaznajamiam swoich podopiecznych. W każdym przypadku kieruję się uświadamianiem i postępowaniem w zakresie osiągania założonych celów zarówno tych bliskich, krótko terminowych, jak i końcowych – globalnych, które są wyraźnie przez nas określone i zwizualizowane. Analizuję postępy takiej osoby na podstawie pomiarów, zdjęć, obwodów i wtedy dokonuję drobnych korekt w założonym postępowaniu treningowym lub żywieniowym. Nigdy nie trzymam się utartych schematów. bo takiego schematu po prostu nie ma. Nie ma jednego klucza, który możemy stosować . Każdy przypadek jest inny i wymaga ode mnie doświadczenia, jak i intuicyjnego działania. Dlatego nigdy nie praktykuję cyfr i wzorów w rozliczaniu makroskładników. Są one jedynie kierunkiem do mojego działania. Bardzo często stosuje rotacje węglowodanową, ale też nie według zaleceń programu Carbo Cycling, a zmieniam proporcje w zależności od objętości, rodzaju treningu i od reakcji biochemicznych w organizmie.

Jak widzicie trener personalny nie ogranicza się tylko do rozwoju mięśni u swoich podopiecznych, redukcji ilości tkanki tłuszczowej, ani dążenia do osiągania wysokich wyników sportowych, ale oddziałuje na każdą sferę swojego podopiecznego: ciało, umysł, psychikę oraz mentalność. Gdy widzę potrzebę pomocy, która wykracza poza wsparcie treningowe nad programowo, umawiam się na wspólne bieganie. W trakcie takiego truchtu można poruszyć bolące kwestie i zredukować poziom stresu oraz co najważniejsze, przywrócić homeostazę hormonalną organizmu.

Czasami dochodzę do wniosku, że właśnie sfera psychiczna jest w największej mierze powodem dla jakiego my trenerzy potrzebni jesteśmy naszym podopiecznym. W niektórych przypadkach, nad którymi pracowałam, niezadowolenie z sylwetki spowodowane było pośrednio rozpadem związku , innym razem niską samooceną, a kolejnym stawianiem sobie wygórowanych wymagań. Tutaj nie pomogą kompetencje trenera zaczerpnięte tylko i wyłącznie ze szkoleń treningowych lub dietetycznych, jeśli nie będzie miał podświadomych umiejętności z zakresu psychologii. Doskonałą sytuacją byłoby, gdyby zdobył je i stymulował do rozwoju poprzez doświadczenie psychodietetyczne.

Doświadczenie to jest niezbędne w sytuacji, z którą borykam sie niezwykle często. Zdumiewa mnie procent przypadków, o których mówię. Pracuje nad nim przy prawie każdej podopiecznej, bo dotyczy większości pań, mniej panów, a jeśli już występuje u płci męskiej, nie osiąga tak dużej skali i nie stanowi trudności ze zmianą. Chodzi tutaj o uzależnienie od cukru.

Pierwszym etapem jest uświadomienie takiej osobie faktu zaistniałego problemu. W dniu pierwszych konsultacji klienci przynoszą mi zapiski wszystkiego, co jedli i pili w ostatnich dniach. Biorę wtedy marker i zaznaczam w tych jadłospisach na czerwono wszystkie produkty z cukrem. Na przyniesionej kartce papieru robi się czerwono. Równocześnie innym kolorem zaznaczam posiłki białkowe i spożyty tłuszcz. Są tego dosłownie śladowe ilości. Danie typu filet z kurczaka jest raz na tydzień. Białko w wielu przypadkach pozyskiwane jest z zapiekanek czy pierogów ruskich, ale ja nie o tym. Skupmy się na sprawie cukru.

Dodawany jest prawie do wszystkiego: gotowanych buraków jakie kupujemy w markecie, gotowanej szynki, ketchupu, musztardy, do marynowanych warzyw. Wobec tych uwarunkowań zjadamy około 25 łyżek cukru każdego dnia. Tymczasem nasz organizm zadowoliłby się dawką 7 gramów dziennie. Jadłospisy osób o których piszę, są dodatkowo przeładowane cukrem w postaci pierniczków, batoników, soków, ciastek i całej masy słodyczy spożywanych począwszy od śniadania, a skończywszy na kolacji. Sytuacje o których wspomniałam wcześniej są stanem, w którym organizm mojej klientki domaga się stymulacji, pobudzenia ośrodka przyjemności. Taki stan wywołują różnorodne czynniki. Porównuje to pobudzenie do oddziaływania podobnego do narkotyków, nikotyny, alkoholu, czy innego typu substancji psychoaktywnych. Starałam się zgłębiać procesy biochemiczne takiego uzależnienia i analizując ten problem doczytałam o dokładnych badaniach , gdzie wyodrębniono jeden główny czynnik takiego stanu – dopaminę. Jest neuroprzekaźnikiem, którego stężenie i poziom zwiększa się po zażyciu substancji wywołującej poczucie przyjemności. W tym przypadku dopaminę stymuluje cukier. On też jest sprawcą wielu chorób. Zagrożenie dla zdrowia, jakie stanowi jego regularne spożycie jest bezsporne. Wymieniając w kolejności spustoszenia jakie wywołuje począwszy od jamy ustnej, bo tam zaczyna się proces trawienia, przyczynia się do powstawania ubytku struktury kostnej w zębach . Paciorkowce maja tutaj bardzo niekorzystne działanie spowodowane rozkładem sacharozy. Są jeszcze inne bakterie, powodujące obniżenie pH w jamie ustnej co skutkuje rozpuszczeniem się szkliwa .Ostatnio zebrano dowody na to ze cukier powoduje próchnice nie tylko przez kontakt z zębami, ale również poprzez utratę wapnia, co jest przyczyną utraty masy kostnej, czyli odwapnieniem kości inaczej zwanego osteoporozą. Uogólniając, cukier jest złodziejem minerałów, między innymi magnezu i potasu, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania serca. Wynika z tego, że jest sprawcą chorób tego narządu. Poza tym jego spożycie zwiększa otyłość, nadciśnienie, poziom trójglicerydów. Zmiany te są wynikiem upośledzenia układu krążenia, a konkretnie podwyższonego poziomu cholesterolu LDL, którego następstwem jest tworzenie zakrzepów, tym samym zmniejszenie przepływu krwi przez naczynia krwionośne, czego konsekwencją jest niedotlenienie mięśnia sercowego. Nie byłabym sobą gdybym w tym miejscu nie napisała o tym, co powtarzam na każdym wykładzie: to nie nadmierne spożycie jaj powoduje podwyższenie cholesterolu! Co jest powodem, napisałam powyżej. Idąc dalej kolejnością chorób układu pokarmowego, czas wspomnieć o trzustce, która pośrednio może być niszczona przez przewlekłe i nadmierne spożywanie cukru. Częsta stymulacja tego organu powoduje jego wyczerpanie, co prowadzi do sytuacji, gdy w organizmie jest glukoza, a nie ma insuliny potrzebnej do jego transportu. Taki stan nazywamy cukrzycą i jest to cukrzyca typu I. Insulinę trzeba dostarczyć z zewnątrz. Drugi typ cukrzycy jest konsekwencja insulinooporności, inaczej mówiąc niewrażliwością komórek na insulinę, a jeszcze prościej rzecz ujmując: odpowiedzią trzustki na spożycie cukru jest produkcja insuliny. Ta ma za zadanie ulokowanie glukozy w wątrobie , komórkach mięśniowych i tłuszczowych. Po pewnym czasie te komórki również staja się niewrażliwe i potrzebują zwiększonego stężenia insuliny, aż stają się na nią całkowicie odporne.  

Cukier posiada również destrukcyjny wpływ na jelito cienkie i grube. Jest przyczyną procesów zapalnych i uaktywnia infekcje grzybicze, zapalenia i owrzodzenia. Generalnie jest wrogiem numer jeden dla pracy jelit. Jeśli wiec podopieczni zgłaszają mi dolegliwości takie jak gazy i wzdęcia pytam czy wiedzą, czego używa się do fermentacji wina i przyrównuje ich brzuchy właśnie do tego urządzenia – gąsiora.

Cukier spożywczy jest pożywką dla szkodliwych bakterii w jelitach, grzybów, toksycznych organizmów i wszystkich form raka tkanek.

Dla osób, których fakt posiadania zdrowych kości i układu trzewnego nie motywuje, mam asa w rękawie. Cukier przyspiesza starzenie się organizmu. Poprzez swoje właściwości hamuje rozwój, a nawet blokuje powstawanie nowych komórek. Dochodzi do tak zwanej glikacji białek, czyli nieenzymatycznego przyłączania się cząsteczek glukozy do grup aminowych. Zmienia on komórki układu limfatycznego w nowotworowe, a także wpływa na strukturę innych komórek, między innymi na kolagen i elastynę, tym samym tkanki tracą elastyczność i dochodzi do powstawania zmarszczek na skórze, co prowadzi do przyspieszonego starzenia się.

Nie wiem, czy zgodzicie się ze mną, ale zauważyłam, iż nadmierne spożycie cukru jest blisko związane z nerwicą. Kwestią jest, czy to nerwica wynika z nadmiernego spożycia, czy odwrotnie – nadmierne spożycie z nerwicy. Jasna jest tylko sprawa współzależności braku witaminy D, a zbyt wysokiego spożycia cukru.

Dochodząc słuszności tej tezy, doszukałam się wyników badań, które częściowo potwierdziły, iż u osób z zespołem metabolicznym, między innymi podwyższona zawartość trójglicerydów, mniejszego stosunku HDL do LDL oraz cukrzycy, poziom witaminy D był mniejszy, a jest to jedna z przyczyn stanów depresyjnych.

Dobro klienta jest dla mnie najważniejsze i moją rolą jest zmotywowanie go i zastosowanie odpowiednich metod odstawienia cukru. Jest wiele szkół radzenia sobie z uzależnieniami. Praktykowana przeze mnie terapia odwykowa jest zgoła inna od zalecanej. Trenerzy stosują zejście stopniowe , polegające na etapowym schodzeniu z dziennych dawek przyjmowania cukru i zamienianiu słodyczy w pierwszym etapie na słodkie jogurty, owoce, serki. Jest to swego rodzaju sposób, lecz bazując na swoim kilkunastoletnim doświadczeniu ja stosuje “ciach cukrowi” i jest to niezwykle skuteczna procedura. Takim osobom nie pozwalam na kontrolowaną ilość słodyczy w diecie. Żadnych owocowych zamienników, pomimo że posiadają wysoką zawartość błonnika, witamin i minerałów, a także antyoksydantów, lecz osiadają druga stronę medalu. Łączą w sobie fruktozę i glukozę, a to połączenie może być bardzo nie korzystne dla organizmu. Gary Taubes w swej książce pisze: „Fruktoza będzie stymulowała produkcje trójglicerydów w wątrobie, kiedy glukoza będzie stymulowała wydzielanie insuliny. Insulina spowoduję wydzielanie jeszcze większej ilości trójglicerydów w wątrobie…" nie oznacza to niczego innego, jak to że takie połączenie cukrów stymuluje gromadzenie się zapasów w tkance tłuszczowej. Dietę moich podopiecznych uzupełniam solidną porcją warzyw w każdym posiłku, które maja wszystkie wyżej wymienione zalety, a nie zawierają ładunku fruktozy. W moich wskazaniach dietetycznych jestem tak bardzo rygorystyczna, że nie pozwalam nawet na stosowanie żadnych słodzików do kawy, czy owsianki, bo według mnie jest to próba uzyskania identycznego stanu emocjonalnego, jak po spożyciu cukru. Mówię o przyjemności, euforii, uldze i uczuciu zaspokojenia. Stosowanie słodzików jest dla mnie utrwalaniem uzależnienia behawioralnego. Jak widać, w mojej pracy jestem czasami przyjacielem, czasami katem… 

Dobrym sposobem są prowadzone przez klientów dzienniki posiłków, dzięki którym ja ale przede wszystkim oni sami mają pełną kontrolę nad spożywanymi posiłkami. Swoje zapiski udostępniają mi on-line w formie blogów , a że moje Aniołki, bo tak nazywam swoich podopiecznych, wiedzą że adresy ich stron udostępniam , wzajemnie, wzbudza to w nich chęć równania się między sobą, pokazania innym i mnie, że potrafią. Tworzą miedzy sobą jakby takie grupy wsparcia.

Poza tym na moja prośbę informują swoich bliskich o założonych celach i nikt z ich otoczenia nie dziwi się, gdy w restauracji albo na domowych przyjęciach wyciągają wcześniej przygotowane pojemniki z jedzeniem. 

Jak widzicie, praca trenera personalnego nie może nigdy opierać się na rutynie, powtarzalności czy schematach. Każdy dzień, każdy klient, każdy cel wymaga indywidualnego, osobnego, podmiotowego podejścia. Na prowadzonych przeze mnie kursach trenerskich przekazuję nie tylko wiedzę z zakresu podstaw anatomii, fizjologii, biochemii czy techniki wykonywania poszczególnych ćwiczeń, ale bazując na swoim doświadczeniu uczę, że praca trenera nie opiera się tylko na umiejętnym przeprowadzeniu treningu czy opracowaniu diety. To przede wszystkim praca z drugim człowiekiem, to kształtowanie jego postaw wobec siebie samego, kształtowanie właściwych zachowań zdrowotnych, zmiana sposobu myślenia, oraz umiejętność realizacji ustalonego programu. To zmiana nawyków i styl życia.

Joanna Gruszecka