NaCl – myślisz, że wiesz wszystko?

13 sierpnia 2017
82 Wyświetleń

Zastanawiałem się, jak oryginalnie zacząć dzisiejszy artykuł, ale po przeczytaniu ostatniego numeru Perfect Body stwierdziłem, że chyba już wszystko było… Jednocześnie muszę przyznać, że nasz magazyn idzie w dobrym kierunku, a konkurencja musi się mocno nagimnastykować, aby próbować dotrzymać nam kroku. Aż miło dzielić się z Wami własnymi spostrzeżeniami na łamach Perfect Body. A tematem dzisiejszych rozważań będzie sól kuchenna. Dzięki Bogu, że nie musimy roztrząsać całości zagadnienia, gdyż rodzajów soli jest kilkadziesiąt (że wymienię tylko niektóre: drogowa, emska, fizjologiczna, potasowa, itd.). Sól jako związek chemiczny występuje w czterech rodzajach: amonowa, potasowa, mineralna, trzeźwiąca. Jak więc widzicie, nie mam możliwości omówienia w tak krótkim artykule całości zagadnienia. Przejdźmy zatem do kuchni, gdyż…

Sól  kuchenna jest niczym innym jak artykułem spożywczym będącym w zasadzie czystym chlorkiem sodu (NaCl). Sól jest artykułem spożywczym stosowanym często, a właściwie najczęściej jako przyprawa do potraw oraz nieco rzadziej (choć jednak stosunkowo również często) jako substancja konserwująca. Podchodząc do półki w sklepie, możemy ją spotkać zarówno w formie soli kamiennej, jak i oczyszczonej soli warzonej. Często sól spożywcza wzbogacana jest przez niewielkie ilości np. związków jodu lub potasu.

Smak soli jest nam doskonale znany już od dzieciństwa, bez soli pewne potrawy nie byłyby tak smaczne. Jednakże sól, a właściwie jej duże ilości spotykane w obecnym pożywieniu, niosą ze sobą pewne ryzyko.

Nadużywanie soli kuchennej może się (współ-)przyczyniać do powstawania tzw. choroby  cywilizacyjnej, jaką jest nadciśnienie tętnicze.

Mechanika powstawania nadciśnienia jest prosta. Po spożyciu nadmiernej ilości soli (różne źródła rozmaicie definiują tę ilość, jednak najczęściej przyjmuje się ilość ok. 7-8 g soli kuchennej) pH organizmu, soli fizjologicznych podnosi się, przez co ilość zgromadzonej wody w organizmie rośnie. Jako że w większości nasze ciało składa się z płynów ustrojowych, których głównym składnikiem jest woda, po spożyciu soli można zaobserwować jej większą retencję. Zwiększa się objętość tkanki mięśniowej, tłuszczowej, jak i innych tkanek ciała. To w konsekwencji prowadzi do zwężania światła naczyń krwionośnych oraz tętnic. A to prowadzi do tego, że coraz trudniej jest krążyć krwi po całym organizmie i spełniać swoje podstawowe funkcje, takie jak dystrybucja tlenu i składników odżywczych, etc. Serce, „widząc” że krew nie spełnia swojego zadania optymalnie, zmuszone jest z większą siłą tłoczyć ją w ścieśnione naczynia krwionośne. Należy pamiętać tutaj, że naczynia krwionośne mają swoją wytrzymałość i niekiedy mogą nie wytrzymać wyższego ciśnienia. Zamknijcie teraz oczy i spróbujcie sobie wyobrazić taką sytuację… nieciekawie prawda?! No właśnie…

Wyniki badań epidemiologicznych wskazują jednogłośnie na związek między nadmiernym spożyciem sodu (np. z soli kuchennej) a nadciśnieniem tętniczym.

W RANDOMIZOWANYCH badaniach na każde 100 mmol (2.3 g) zmniejszonej dziennej podaży sodu ciśnienie skurczowe obniża się o 4-6 mmHg.

Zgodnie z zaleceniami AACE pacjenci z nadciśnieniem (lub ciśnieniem wysokim prawidłowym) powinni ograniczyć dzienne spożycie sodu o co najmniej 3 g na dobę.

OK, to już drugi artykuł poruszający zagadnienia dietetyczne, a ja po raz wtóry muszę zadać to samo pytanie: a co nam, kulturystom (czy może szerzej sportowcom), daje spożywanie soli kuchennej?

Otóż bardzo wiele!

Osobiście, jestem zwolennikiem stosowania, a nawet dodawania NaCl do spożywanych produktów.

Powinien to być podstawowy składnik potraw wszystkich ludzi, którym towarzyszy w życiu duży wysiłek fizyczny. Sportowcy poddawani są ogromnym przeciążeniom treningowym, wydalają duże ilości soli razem z potem. A przecież sód, czyli główny składnik soli, zawarty jest we wszystkich płynach organicznych, sokach trawiennych, ma wpływ na pracę układu nerwowego i mięśniowego (żeby wymienić tylko kilka najbardziej nas teraz interesujących), a wraz z potasem umożliwia dostarczanie do komórek organizmu substancji odżywczych.

Wnioski nasuwają się więc same… Nie unikajmy soli, ale też nie przesadzajmy z jej ilością.

Teraz chciałbym omówić inną ciekawą dla sportowców sprawę: pompy sodowo-potasowej. To właśnie dzięki niej nasze mięśnie na scenie są takie wyraźne i pękate (a przynajmniej powinny tak wyglądać).

Jest kilku znanych kulturystów, m.in. Ronnie Coleman, którzy stwierdzając, że ich muskulatura jest zbyt płaska, zamawiają w pobliskim fastfoodzie kilka mocno posolonych burgerów i wszystko wraca do normy.

Bardzo często spotykam się w swojej pracy (jako dietetyk) ze sportowcami dyscyplin wytrzymałościowych. Chcąc dostarczyć w jak najkrótszym czasie wodę i węglowodany, przygotowują w bidonach mieszankę woda-węglowodany (w stosunku 4-1), dodają również niemałe ilości soli – 3 g. W ten sposób tworzą substancję o wyższym pH (napój hipertoniczny). Taka substancja zostaje dosłownie wciśnięta do krwiobiegu w odcinku jelita cienkiego, zaopatrując w błyskawicznym tempie organizm w niezbędne płyny oraz dawkę energii.

Pamiętajcie więc, że wszystko co jest używane z głową, może być bardzo przydatne dla Waszego organizmu (jak i wyników sportowych).

Jeśli więc jesteś zdrowy, masz zdrowe serce, nie jesteś otłuszczony, a Twoje naczynia krwionośne nie noszą piętna miażdżycy – możesz spokojnie poeksperymentować z solą kuchenną.

Jednak powtórzę jeszcze raz – POEKSPERYMENTUJ, ale NIE przeginaj! W ten sposób dużo lepiej poznasz swój organizm i nic w przyszłości (również na scenie) Cię nie zaskoczy.

Pozdrawiam i życzę smacznego!

CITIDIET, dietetyk mgr Maciej Jaśkiewicz, nr tel. 503 428 916 (zapisy) 

Wystaw komentarz