DHEA – steryd anaboliczny, czy suplement diety?

17 stycznia 2017
1 598 Wyświetleń

DHEA (dehydroepiandrosteron) jest związkiem steroidowym, zaliczanym tradycyjnie do grupy męskich hormonów płciowych – androgenów. Hormony to z reguły silnie działające substancje sygnałowe, produkowane przez nasz organizm. W związku z tym – te z nich, które trafiły do obrotu handlowego, egzystują na rynku przeważnie jako leki wydawane na receptę, a nawet stosowane jedynie klinicznie, pod stałą kontrolą lekarza. DHEA jest tutaj swojego rodzaju ewenementem (jeszcze melatonina, ale o tym – później) – hormonem sprzedawanym w wielu krajach, w wolnym obrocie handlowym jako suplement diety, a w Polsce – jako lek wydawany bez przepisu lekarza. Jego pozycja plasuje się więc dokładnie gdzieś na linii podziału pomiędzy suplementem a lekiem.
Jako taki środek z pogranicza postrzegany jest też często przez potencjalnych konsumentów, szczególnie sportowców. Np. naturalni kulturyści uważają, że DHEA to już nie suplement – tylko twardy steryd anaboliczny i środek dopingujący (taką wizję kreują też przepisy antydopingowe), podczas gdy hardkorowi koksiarze – że to żaden konkretny steryd czy doping; co najwyżej – ‘sterydowa zabawka’.
Jak naprawdę wygląda sprawa DHEA…? Czy to silny środek anaboliczny, czy jedynie łagodny suplement prozdrowotny? Przyjrzyjmy się bliżej badaniom i spróbujmy to sami ocenić…

Jak to z DHEA bywało…

W 1930 i 31 roku, niemiecki naukowiec – Adolf Butenandt – izolował z ludzkiego moczu steroidowe hormony płciowe. Z kobiecego udało mu się wydobyć estron i estriol, zaś z męskiego – androsteron i właśnie DHEA. Przez kolejne 4 lata uważano, że są to podstawowe męskie hormony płciowe. Dopiero w 1935 roku Ernest Laqueur wyekstrahował z jąder byków androgen siedmiokrotnie silniejszy od androsteronu i dziesięciokrotnie od DHEA – testosteron. W 1954 roku, Migeon i Plager stwierdzili obecność DHEA w plazmie krwi człowieka. Dwa lata później, Symington udowodnił w badaniach histologicznych, że DHEA nie tylko produkowany jest przez jądra, jak testosteron, ale głównie przez inny gruczoł wewnętrznego wydzielania – korę nadnerczy. W 1958 roku, profesor biochemii z paryskiej uczelni – Max Fernand Jayle – odkrył znamienną zależność pomiędzy tym hormonem a procesem starzenia: liniowy do wieku spadek poziomu DHEA u mężczyzn i kobiet.
Wydaje się jednak, że największe zasługi w odkrywaniu DHEA dla współczesnych należy przypisać uczniowi Jayle’a – Etienne-Emile Baulieu. Badacz ten gruntownie przebadał ów hormon i wykazał w 1960 roku, że jest on głównym androgenem nadnerczowym i że występuje w organizmie przede wszystkim w postaci siarczanu – DHEAS. Opisał też metabolizm i funkcje biologiczne DHEA oraz zaproponował koncepcję, zgodnie z którą związek ten miałby być prohormonem jednocześnie dla dwóch, podstawowych hormonów płciowych – żeńskiego estradiolu i męskiego testosteronu.
Lata 70. odnotowały istny wysyp badań na zwierzętach, dowodzących pozytywnego wpływu tego hormonu na organizm. Imię DHEA szczególnie rozsławiło w mediach, w 1977 roku, odkrycie jego odchudzającego wpływu na myszy karmione wysokokaloryczną dietą.
Baulieu powrócił na scenę w 1981, publikując pracę dowodzącą, że DHEA powstaje również w mózgu, gdzie pełni funkcję przekaźnika, wspomaga regenerację osłonki mielinowej włókien nerwowych, ochrania ośrodkowy układ nerwowy i wspomaga pamięć. To wtedy właśnie uczony ten wprowadził do nomenklatury naukowej termin ‘neurosteroidy’ oraz postulował, że podawanie DHEA starszym osobom powinno poprawiać nastrój, zapobiegać depresji oraz łagodzić deficyty pamięciowe.
Pomimo dowodów gromadzonych już od połowy lat 50., dopiero w 1984 roku medyczny establishment uznał formalnie związek zachodzący pomiędzy wysokim poziomem cholesterolu a zagrożeniem zawałem serca i chorobą krążenia. Od tego momentu – kampania antycholesterolowa ‘ruszyła pełną parą’. Szybko okazało się jednak, że obniżenie poziomu cholesterolu pociąga też za sobą efekty niekorzystne dla zdrowia i formy – spadek poziomu DHEA i testosteronu. Cholesterol jest bowiem ‘półproduktem’, wykorzystywanym przez organizm do syntezy hormonów steroidowych. Było to o tyle niepokojące, że – jak wynikało z publikacji i badań zainicjowanych w 1990 roku przez Kalimiego i Regelsona, i kontynuowanych w latach 90. przez wielu innych badaczy (Bellino, Yen, Labrie, Thijssen, Nieuwenhuyse) – wyższy poziom DHEA koreluje z dłuższym czasem życia, spowalnia procesy starzenia się organizmu, zapobiega rozwojowi niektórych typów nowotworów i infekcji oraz chroni przed osteoporozą, otyłością, cukrzycą i miażdżycą. Niedobór testosteronu okazywał się równie niekorzystny, bo odbijał się fatalnie na stanie męskiego układu krążenia i psychiki oraz jego sprawności fizycznej i seksualnej. W tej sytuacji niektórzy autorzy powrócili do prac Baulieu z 1960 roku i zaproponowali podawanie DHEA przy zbijaniu cholesterolu. DHEA też jest bowiem ‘półproduktem’ do syntezy testosteronu, tyle że bardziej zaawansowanym – związkiem pośrednim na szlaku przemiany cholesterolu w testosteron. Jego podawanie nie niesie negatywnych skutków zdrowotnych, jak nadmierne spożycie cholesterolu, a wręcz przeciwnie – ochrania układ krążenia. A najważniejsze, że zapobiega najpoważniejszym, negatywnym skutkom niedoboru cholesterolu – upośledzeniu budowy osłonki mielinowej włókien nerwowych oraz obniżeniu poziomu DHEA i testosteronu, gdyż w stosunku do tego drugiego pełni funkcję prekursora czy – jak to nazywał Baulieu – prohormonu. Teraz nie pozostało już nic innego amerykańskiej legislaturze (FDA) – jak tylko dopuścić w 1995 roku DHEA do obrotu na terenie Stanów Zjednoczonych. Ta decyzja stworzyła jednak precedens i otworzyła wielu firmom furtkę do legalnego obrotu innymi tzw. ‘prohormonami’, które były w rzeczywistości rozmaitymi, słabo przebadanymi metabolitami lub pochodnymi testosteronu i innych androgenów, stosowanymi odtąd dosyć swobodnie i niefrasobliwie przez sportowców jako środki wspomagające rozwój umięśnienia. ‘Prohormony’ królowały na rynku suplementów sportowych przez równą dekadę. W 2005 roku FDA zakazała sprzedaży niemal wszystkich tego typu środków, z wyłączeniem oczywiście DHEA, który – jako jedyny – legitymował się ogromną liczbą badań potwierdzających jego dobroczynny wpływ na zdrowie i tężyznę fizyczną. DHEA jest dopuszczony do wolnej sprzedaży niemal na całym świecie, nawet i u nas, gdzie – jak już pisałem – ma status leku wydawanego bez recepty.

DHEA – anabolikiem

Czy DHEA jest sterydem anabolicznym? Dyskusja na ten temat nie milknie od ponad 20 lat. Przede wszystkim najprawdopodobniej z tego powodu, że początkowo hormon ten zarejestrowano pod zupełnie innymi wskazaniami, jak klasyczne sterydy anaboliczne – np. Metanabol. Nie jako środek anaboliczny, czyli poprawiający bilans azotowy (białkowy), tylko jako lek psychiatryczny – poprawiający nastrój i podnoszący samoocenę. DHEA bardzo słabo wiąże się z receptorami androgenowymi (Skałba, 2003), w związku z czym wykazuje jedynie ok. 10% aktywności testosteronu. Kiedy bowiem testosteron wiąże się z receptorem androgenowym w komórce mięśniowej, pobudza geny do produkcji białek strukturalnych (np. białek kurczliwych włókienek mięśniowych) i sygnałowych (np. lokalnego hormonu tkankowego o silnych właściwościach anabolicznych – IGF-1), co w sposób bezpośredni i pośredni sprzyja rozwojowi masy i siły muskułów. Tak więc, słabe wiązanie z receptorem androgenowym to też słaba aktywność anaboliczna (chociaż w wielu badaniach DHEA podnosił poziom IGF-1). Na łamach różnych publikacji wyrażano więc niejednokrotnie wątpliwości – czy DHEA w ogóle jest hormonem anabolicznym? 
Bodaj jako pierwszy z zagadnieniem tym zmierzył się Nestler w 1988 roku… Naukowiec ten podawał jednej, pięcioosobowej grupie zdrowych, dorosłych mężczyzn DHEA, drugiej – placebo.

Po 28 dniach suplementacji, w grupie DHEA doszło do spadku masy tłuszczu całkowitego średnio o 3,8 kg, przy jednoczesnym wzroście beztłuszczowej masy ciała średnio o 4,5 kilograma.

A że, jak dobrze wiemy, beztłuszczowa masa ciała to w przewadze tkanka mięśniowa, dlatego we wnioskach tej pracy jej autor postulował: DHEA redukuje tłuszcz i zwiększa masę mięśniową.
Doniesienia te próbowali zweryfikować Welle i Józefowicz w 1990 roku, jednak wyniki tej pracy nie były już tak spektakularne… Tutaj podawano ośmiu dorosłym mężczyznom losowo – przez pierwsze 4 tygodnie placebo, a przez następne 4 – DHEA lub odwrotnie. Po 4 tygodniach przyjmowania DHEA waga mężczyzn wzrosła średnio o 0,8 kg, czemu towarzyszył proporcjonalny wzrost zatrzymania w tkankach wody i potasu, co świadczyło o tym, iż chodziło tu głównie o przyrost masy tkanki mięśniowej. Wzrósł też o ok. 10% anabolizm białek, mierzony wskaźnikiem wbudowywania leucyny w białka. Według autorów, wynik ten sugerował, że DHEA nie jest ważnym regulatorem metabolizmu białkowego dla organizmu człowieka.
Można by zapytać: skąd ta rozbieżność wyników? Oba badania przeprowadzono na bardzo małych, więc niereprezentatywnych grupach wolontariuszy. Obie prace nie uwzględniały wieku badanych, który wahał się w przedziale pomiędzy 20 a 49 lat, a wiek mężczyzny ma spore znaczenie dla jego wrażliwości na DHEA, do czego jeszcze powrócę… To jedna strona medalu, a druga – kiedy kilka miesięcy wcześniej, w 1989 roku, Józefowicz badał testosteron wspólnie z Griggsem, wykorzystując niemal tę samą procedurę, którą zastosował w 1990 wspólnie z Wellem do testowania DHEA, uzyskał jedynie niewiele (o kilkanaście procent) lepsze rezultaty. Konkluzja z tego badania, dotycząca anabolicznej aktywności testosteronu, brzmiała może nieco optymistyczniej, ale też była powściągliwa i bardzo daleka od entuzjazmu. Dzisiaj generalnie dobrze już wiemy, że sterydy anaboliczne działają dużo efektywniej na gospodarkę białkową, jeżeli stosowane są u ludzi poddawanych programom ćwiczeń oporowych (siłowych). Zobaczmy więc, jakie efekty przynosiła suplementacja DHEA w badaniach, w których wdrożono dodatkowo tego typu treningi…
W 1999 roku, Brown podawał 150 mg DHEA lub placebo grupie 10 i 9 ćwiczących siłowo mężczyzn w wieku 22-24 lata. Suplementację prowadzono systemem – 2 tygodnie on, 1 tydzień off, łącznie przez 8 tygodni. Wzrost masy ciała w grupie DHEA był w porównaniu z grupą placebo wyższy o 0,4 kg, zaś wzrost beztłuszczowej masy ciała – wyższy o 1 kilogram. Odnotowano też większy o 0,7 kg spadek masy tłuszczu całkowitego w grupie DHEA, w porównaniu z grupą placebo. I wprawdzie autorzy tego badania uznali jego wyniki za nieznamienne statystycznie, to jednak każdy trenujący przyzna, że dodatkowy kilogram czystej masy mięśniowej w okresie 6 tygodni łącznej suplementacji, to chyba zysk nie do pogardzenia.
Dokładnie w tym samym czasie, podobne badania prowadził wraz ze swym zespołem Wallace… Tutaj naukowcy podzielili 40 zdrowych, dorosłych mężczyzn w wieku od 40-60 lat z długim stażem w treningach siłowych na 3 grupy, w których podawali odpowiednio przez okres 12 tygodni – albo placebo, albo 100 mg DHEA, albo 100 mg androstendionu. (Tym ostatnim hormonem nie będziemy się tutaj zajmować, bo to nie temat dzisiejszych rozważań, a poza tym – w badaniu dawał on słabsze efekty anaboliczne od DHEA.) W grupie DHEA, w porównaniu z grupą placebo, wzrost wagi całkowitej oraz beztłuszczowej masy ciała były po 12 tygodniach średnio wyższe o dokładnie taką samą wartość – 0,4 kilograma. W porównaniu z grupą placebo, w grupie DHEA uległy też większej średnio o ok. 2% poprawie: moc całkowita oraz wyniki w wyciskaniu na ławie i wyciskaniu nogami. I znowu autorzy uznali te wyniki za niesatysfakcjonujące i nieznamienne statystycznie. I też trudno się z nimi zgodzić całkowicie, gdyż dodatkowe prawie pół kilograma czystej masy mięśniowej przez 12 tygodni to wcale niemało, zaś 2% więcej progresji w bojach siłowych to – w przypadku wysokiego zaawansowania zawodników – dobrych, dodatkowych kilka kilogramów. Zauważmy, że ta relatywnie niewysoka dawka DHEA, chociaż słabo, ale zadziałała na wytrenowanych zawodników z długim stażem treningowym – ‘starych wyjadaczy, co to z niejednego pieca chleb jedli’ i pewnie z nie jednej fiolki – sterydy.
Generalnie, na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat przeprowadzono sporą liczbę badań dowodzących, że suplementacja DHEA u ludzi w starszym wieku prowadzi do redukcji poziomu tkanki tłuszczowej oraz przyrostu siły mięśni i beztłuszczowej masy ciała (Yen – 1995, Diamond – 1996, Morales – 1998, Kaiman – 2000, Villareal – 2000, 2004 i 2006). Szczególnie ciekawie wygląda ta ostatnia praca Villareala, gdyż badano w niej wpływ DHEA na starsze osoby, poddane jednocześnie programowi ćwiczeń oporowych. Tutaj badacze podawali przez 10 miesięcy 29 starszym wolontariuszom w wieku od 65-78 lat (mężczyznom i kobietom) 50 mg DHEA dziennie, a 27 – placebo. Przy czym, w ostatnich 4 miesiącach testu obie grupy wykonywały 3 razy w tygodniu ćwiczenia oporowe. Po 6 miesiącach bez treningu, mierzona rezonansem magnetycznym masa mięśniowa uda była w grupie DHEA średnio tylko o 2% większa, niż w grupie placebo. Jednak po 4 kolejnych miesiącach, w których włączono ćwiczenia siłowe, średnia różnica w masie mięśnia uda wyniosła już 5% na korzyść DHEA. Ostatecznie, 4 miesiące treningu plus 50 mg DHEA dziennie spowodowały progresję masy mięśniowej średnio o 7 procent. Odnotowano też znaczące różnice w kilku testach siłowych; posłużmy się jedynie przykładem najbardziej spektakularnego boju – wyciskania na ławie, gdzie różnica pomiędzy grupą DHEA a placebo wyniosła ok. 5 kilogramów.

Jakie wnioski wyłaniają się z tej pobieżnej metaanalizy?
Wydaje się, że trzy – zasadnicze…

Po pierwsze – DHEA jest bez wątpienia sterydem anabolicznym, chociaż na pewno nie tak silnym, jak testosteron i jego pochodne – steroidy anaboliczno-androgenne. Po drugie – wykazuje większą aktywność anaboliczną u osób starszych, niż młodszych. Po trzecie – jego aktywność anaboliczna wzrasta, kiedy stosowany jest w połączeniu z programem ćwiczeń siłowych.

Aktualne zgłoszenie rejestracyjne DHEA jako leku w Polsce obejmuje już wskazanie do stosowania go przy obniżeniu siły mięśni, tak więc jego aktywność anaboliczna znalazła ostatecznie oficjalne potwierdzenie w oczach specjalistów.

Chociaż DHEA jest dużo słabszym anabolikiem od testosteronu i przyjmuje się, że wykazuje ok. 10% siły jego działania, to jednak organizm produkuje go do 500 razy więcej, niż tego drugiego, więc ostatecznie może on mieć niebagatelne znaczenie dla konstytutywnych, codziennych procesów anabolicznych, przebiegających bezustannie w naszych muskułach.
Podawany w kapsułkach DHEA działa silniej anabolicznie na starszych, gdyż z wiekiem spada poziom jego własnej produkcji (o 2% rocznie – od piku przypadającego na 20 rok życia), co uznaje się za jedną z przyczyn dramatycznego ubytku masy mięśniowej staruszków, nazywanego sarkopenią. Ta prawidłowość dotyczy większości hormonów anabolicznych, a nie tylko DHEA, chociażby testosteronu i hormonu wzrostu. Im niższy poziom hormonów anabolicznych i słabszy przebieg procesów anabolicznych, tym bardziej uchwytne efekty dla tkanki mięśniowej niesie ich uzupełnianie z zewnątrz – logiczne!
Również wzrost anabolicznej aktywności w połączeniu z treningiem siłowym nie jest wyjątkową cechą DHEA, tylko – jak wskazują liczne badania oraz praktyka wspomagania wysiłku – dotyczy wszystkich steroidów anaboliczno-androgennych i prawdopodobnie, ogólnie wszystkich hormonów anabolicznych.

Komu, kiedy, ile…

Wprawdzie DHEA nie jest może zbyt silnym anabolikiem, za to ma tę bezwzględną przewagę nad ‘twardymi sterydami’, co podkreślają autorzy rozmaitych opracowań (np. Shao, „DHEA: the basic facts”), że – nawet stosowany bardzo długo i w relatywnie wysokich dawkach – nie generuje niepożądanych efektów działania steroidów anaboliczno-androgennych, takich jak: nadciśnienie, miażdżyca, zakrzepica, żółtaczka, rak i inne dysfunkcje wątroby, uszkodzenia ścięgien, bezpłodność, ginekomastia oraz zaburzenia psychiczne i behawioralne. Jeżeli więc jakiś młody kulturysta ma silne parcie na sterydy, to lepiej by sięgnął po DHEA, aniżeli np. po Metanabol.

Najwięcej pożytku z suplementacji tego hormonu będą mieli jednak starsi amatorzy przerzucania żelaza; gdzieś tak od trzydziestki – w górę. A im bardziej zaawansowany wiek – tym lepsze efekty. Tu już nie tylko zresztą wchodzą w grę aspekty estetyczne, w postaci rozwoju mięśni i redukcji tkanki tłuszczowej, ale również zdrowotne, gdyż – jak pamiętamy – suplementacja DHEA niesie liczne pożytki dla zdrowia.

Pomimo umiarkowanego optymizmu płynącego z doświadczeń naukowców, kulturyści stosujący DHEA mają o nim najczęściej – jako o anaboliku i spalaczu tłuszczu – niezwykle pochlebne zdanie (zapraszam do lektury opinii użytkowników na forum dyskusyjnym mojej strony internetowej: www.slawomirambroziak.pl). Zauważmy, że żadne z zacytowanych badań nie uwzględniało bardzo ważnego parametru – silnego, permanentnego stresu towarzyszącego przygotowaniom sportowym, skrajnie wyczerpującym treningom i rygorystycznym programom dietetycznym z deficytem kalorii i ograniczeniem podaży węglowodanów, skutkującego niebotycznie wysokimi pikami kortyzolu. Jak wiemy: kortyzol to silny hormon kataboliczny – przeciwnik testosteronu, hamujący rozwój muskulatury i redukcję tkanki tłuszczowej. Natomiast DHEA (oraz jego metabolit – androstentriol) to z kolei silny antagonista kortyzolu, który – poprzez znoszenie aktywności enzymu produkującego ten hormon (11 beta HSD1) – obniża jego poziom w mięśniach i tkance tłuszczowej. Tak więc, w praktyce realnych przygotowań sportowych, efektywność DHEA może być dużo wyższa, niż w wysublimowanych modelach badawczych naukowców.

Koledzy z dużym doświadczeniem dopingowym często stosują DHEA po zakończeniu ‘kuracji sterydowej’ lub w przerwach pomiędzy takimi ‘kuracjami’. DHEA ma zapobiegać w takich razach obniżeniu nastroju oraz podtrzymywać efekty anaboliczne ‘twardych sterydów’ w okresie ich odstawienia. Zewnętrzny testosteron i jego pochodne, nadużywane w praktykach dopingowych, hamują w wysokich dawkach produkcję własnego testosteronu (mechanizm ujemnego sprzężenia zwrotnego). Natomiast zastosowany po ‘kuracji’ DHEA może ułatwiać odblokowanie tej wewnętrznej produkcji – jako półprodukt, jak pamiętamy, wykorzystywany przez organizm do syntezy testosteronu. DHEA tylko nieznacznie wpływa na pulę testosteronu krążącego w krwiobiegu (i to wyraźniej u kobiet), natomiast silnie podnosi jego stężenie w tkankach docelowych; np. 30% testosteronu mięśni i aż 50% prostaty pochodzi z przemiany DHEA. Przy czym sam DHEA, stosowany nawet długo w wysokich dawkach, ani nie hamuje swojej własnej produkcji, ani produkcji testosteronu.

Praktykujący kulturyści twierdzą, że anaboliczną aktywność DHEA niepomiernie wzmacniają ekstrakty z żeń-szenia.

Dlatego często stosują łącznie oba te suplementy, w proporcji – mniej więcej – jak 10:1, czyli np. ok. 500 mg ekstraktu na 50 mg hormonu. Opinia kulturystów o synergizmie obu ‘specyfików’ znajduje też potwierdzenie naukowe, bo przynajmniej dwie prace – Salvatiego i Fahima – udowodniły, że żeń-szeń podnosi poziom testosteronu i zwiększa masę mięśniową, zaś praca Howarda (2006) – że, tak jak DHEA, obniża poziom kortyzolu oraz zmienia korzystnie stosunek DHEA/kortyzol i ostatecznie potęguje efekty działania bohatera dzisiejszej prelekcji.

Pomimo aktywności anabolicznej, podobnej do androgenów, żeń-szeń redukuje masę gruczołu krokowego (Fahim, 1982) oraz obniża poziom prolaktyny (Salvati, 1996), co okazuje się korzystne przy suplementacji DHEA, o czym więcej – poniżej…

Mamy problem…

Jeżeli przyjmiemy, że DHEA jest najlepszym anabolikiem i spalaczem tłuszczu dla panów w średnim i starszym wieku, musimy zmierzyć się niestety z pewnym, istotnym problemem; chodzi o bezpieczeństwo prostaty. DHEA jest androgenem, a podstawowe androgeny – testosteron i DHT – sprzyjają przerostowi prostaty, a nawet rozwojowi nowotworu tego gruczołu. DHT powstaje z testosteronu. Testosteron przekształca się też w estradiol (podstawowy, żeński hormon płciowy), a obserwacje dowodzą, że to właśnie estradiol i DHT najbardziej szkodzą prostacie. DHT powstaje też via testosteron z DHEA. W prostatach kastratów poziom DHT utrzymuje się np. wciąż na poziomie 50% wartości zdrowych mężczyzn, gdyż jego źródłem pozostaje właśnie wydzielany przez nadnercza DHEA. DHEA może być też źródłem estradiolu, a jego suplementacja podnosi nieznacznie poziom tego hormonu w męskim organizmie. Chociaż więc Rao zahamował w 1999 roku rozwój i progres raka prostaty u szczurów wysokimi dawkami DHEA, to już Julia Arnold donosiła w 2005 i 2009, że DHEA działa negatywnie na komórki gruczołu krokowego w taki sam sposób, jak estradiol, testosteron i DHT, tyle że nieco słabiej i z pewnym opóźnieniem. Podobne efekty obserwował Sun w 2009 roku.  

Oprócz DHEA, jeszcze jedną molekułę sygnałową bada się ostatnio intensywnie pod kątem pozytywnego wpływu na zdrowie i tężyznę fizyczną – melatoninę. Tego hormonu również ubywa z upływem lat, zaś jego suplementacja przywraca przede wszystkim głęboki sen, jak również wpływa pozytywnie na rozwój mięśni (z siłą podobną do testosteronu, co omawiałem w artykule: „Melatonina – bezpieczny anabolik”, w jednym z poprzednich numerów Perfect Body), redukcję tkanki tłuszczowej (m.in. – obniżając poziom kortyzolu) i ogólnie – na stan całego organizmu.
Pierwsze badania nad związkiem melatoniny z rakiem wykonano już pięć lat po jej odkryciu – w 1963 roku. Inspirowały je wcześniejsze, udane próby leczenia nowotworów ekstraktami z szyszynki (gruczoł produkujący melatoninę), datowane jeszcze na koniec XIX wieku. Później, badań takich wykonano jeszcze wiele, a te dawały – w zdecydowanej przewadze – niezwykle obiecujące rezultaty… Melatonina okazywała się szczególnie skuteczna w leczeniu nowotworów narządów wrażliwych na hormony płciowe, takich jak: skóra, sutek i prostata.
W grupie niestrudzonych badaczy melatoniny prym wiedzie zespół naukowców z Uniwersytetu w Hajfie, kierowany przez Abrahama Haima. Na przestrzeni ostatnich lat, izraelscy akademicy zaobserwowali, że panowie eksponowani na nocne oświetlenie częściej zapadają na raka prostaty (kobiety – piersi). Nie należy wykluczać, że tzw. ‘zanieczyszczenie świetlne’, czyli nieustająca iluminacja ośrodków cywilizacyjnych, stanowi jedną z przyczyn wzrostu zapadalności współczesnych mężczyzn na schorzenia gruczołu krokowego. A że winę zdaje się tutaj ponosić niedobór produkowanej podczas nocnych ciemności melatoniny, zespół Haima postanowił zweryfikować w 2010 roku tę hipotezę…
Naukowcy wszczepili komórki nowotworowe myszom i podzieli je na 4 grupy: 1) 16 godzin światła i 8 ciemności; 2) 16 godzin światła i 8 ciemności plus suplementacja melatoniny; 3) 8 godzin światła i 16 ciemności; 4) 8 godzin światła i 16 ciemności przerwanej półgodzinnym oświetleniem. Po zakończeniu eksperymentu, rozmiar guza u myszy z najkrótszym dniem wynosił średnio 0.85 centymetra sześciennego, u tych – z długą, ale przerywaną ciemnością – 1.84, zaś u gryzoni z najdłuższym dniem – aż 5.92. Natomiast, w grupie ‘melatoninowej’ z długim dniem wynik przeszedł najśmielsze oczekiwania – jedyne 0.62.
Melatonina ochrania gruczoł krokowy, gdyż ogranicza przede wszystkim aktywność aromatazy i reduktazy – enzymów przekształcających testosteron w estradiol i DHT. Jednocześnie ogranicza receptorom androgenowym dostęp do genów komórek prostaty, jak również blokuje receptory estrogenowe i redukuje ich liczbę, hamując produkcję. Obniża też poziom prolaktyny – hormonu przysadkowego, wzmacniającego działanie estradiolu i silnie szkodzącego prostacie.
Jak donosili Klatz i Kahn w 1997 roku: wśród 800 pacjentów leczonych hormonalną terapią zastępczą, zawierającą DHEA i melatoninę, nie odnotowano ani jednego przypadku raka stercza, ani nawet wzrostu poziomu PSA – wskaźnika zaawansowania schorzenia prostaty.

Możemy pomyśleć o dodatkowym wzmocnieniu anabolicznych i prozdrowotnych właściwości melatoniny, uzupełniając ją w zestawieniu z witaminą B6. Witamina B6 jest bowiem katalizatorem produkcji melatoniny w naszym organizmie. Udowodniono, że nawet niewielkie niedobory tego katalizatora odbijają się niekorzystnie na produkcji naszego hormonu. Podawanie witaminy B6 naśladuje efekty suplementacji melatoniny, co świadczy o wzroście (pod jej wpływem) poziomu tego hormonu, jak również dowodzi współpracy na innych szczeblach gospodarki hormonalnej…
Witamina B6 też jest np. antyestrogenem i protektorem prostaty hamującym wydzielanie prolaktyny oraz obniżającym aktywność estradiolu na poziomie receptora estrogenowego. Wpływa również ujemnie na aktywność receptorów AR w prostacie (nie dotyczy to mięśni), co – jak się uważa – może zapobiegać niekorzystnemu oddziaływaniu DHEA i testosteronu (via DHT) na gruczoł krokowy. Obserwowano jednocześnie, że witamina B6 przyczynia się do utrzymania wysokiego poziomu testosteronu (patrz – Perfect Body nr 8); m.in. dlatego, że katalizuje produkcję kwasu D-asparaginowego – silnego stymulatora syntezy tego hormonu.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że druga z cytowanych prac Julii Arnold niesie też pewną niespodziankę… Wynika z niej, że gdy dodać do DHEA izoflawony (mikroskładniki pokarmowe występujące w białkach sojowych), negatywny wpływ tego hormonu na prostatę zostaje całkowicie zniesiony…
Innym proponowanym sposobem może być też prowadzenie wymiennej suplementacji DHEA i ekstraktami z buzdyganka (tribulusa) – np. 2 tygodnie pierwszy, 2 tygodnie drugi suplement, i od nowa. Jak bowiem wynika z pracy Adimoelja z 1997 roku, ekstrakty z tribulusa podnoszą poziom DHEA, gdyż ich główny składnik aktywny – protodioscyna – przekształca się najprawdopodobniej w ten hormon w naszym organizmie. Jednocześnie, czego dowiódł Aswar w 2010 roku, składniki aktywne tribulusa (występujące również w kozieradce) – zwiększając masę mięśniową – nie indukują żadnych, negatywnych zmian w gruczole krokowym. Co ciekawe, protodioscyna – w badaniu Hu i Yao z 2002 roku – wykazywała toksyczność względem komórek wielu nowotworów, w tym – raka prostaty.

Jeszcze jednym problemem może być wspominany, niewielki wzrost estrogenów, towarzyszący suplementacji DHEA. Kulturyści nie lubią tego hormonu, nie tyle z uwagi na jego wpływ na prostatę, co fakt gromadzenia tłuszczu w okolicy sutków (lipo- lub ginekomastia), ud i pośladków. Przypomnijmy jednak, że stosowanie DHEA nie prowadzi do rozwoju ginekomastii, jak również generalnie sprzyja redukcji poziomu tkanki tłuszczowej. Jeżeli jednak, mimo wszystko, ktoś boi się estradiolu, może uzupełnić ‘kurację’ DHEA nie tylko antyestrogenową melatoniną z witaminą B6, ale też jakimiś ziołowymi inhibitorami aromatazy – np. resweratrolem lub chalkonami buteinowymi.

Na koniec ważna uwaga – DHEA widnieje na liście środków dopingujących, więc jest on całkowicie legalnym suplementem anabolicznym i prozdrowotnym tylko dla sportowców-amatorów, nie biorących udziału w oficjalnych zawodach, trenujących rekreacyjnie dla zdrowia i własnej satysfakcji.  

Sławomir Ambroziak