Cena marzeń – historia Geralda McClellana

20 września 2018
494 Wyświetleń

Jaką cenę jest w stanie zapłacić sportowiec za osiągnięcie najwyższych laurów, a co za tym idzie – pieniędzy i sławy?  Codzienne wyrzeczenia i okupione kontuzjami katorżnicze treningi to tylko część niedogodności, z którymi musi zmagać się każdy zawodowiec. W tej materii boks jest dyscypliną wyjątkową, ponieważ każdy pięściarz, wychodząc do ringu, ryzykuje swoje zdrowie, a nawet życie. Na czarnych kartach historii boksu zapisało się wielu zawodników, którzy swoją karierę okupili zdrowiem, ale jedną z bardziej znanych jest historia Geralda McClellana, mistrza wagi średniej i jednego z najlepszych bokserów tej kategorii wagowej w historii. Jest to również opowieść ukazująca ciemną stronę biznesu pięściarskiego i to, jak w ciągu chwili z wielkiego mistrza można stać się schorowanym człowiekiem bez grosza przy duszy.

Historia

Popularny „The G-Man” urodził się w 1967 roku we Freeport w stanie Illinois. Jego trenerem był legendarny Emanuel Steward znany z prowadzenia takich sław, jak Thomas Hearn, Lennox Lewis czy Władimir Kliczko. W 1991 roku McClellan utorował sobie drogę do walki o pas mistrzowski organizacji WBO, nokautując prawię wszystkich rywali w pierwszych rundach walk. Jego rywalem był John Mugabi. Gerald ekspresowo odprawił mistrza, nokautując go w pierwszej rundzie i sięgając po pierwszy pas w swojej karierze. Kolejną wielką walką było starcie z czempionem organizacji WBC, Julianem Jacksonem. Jackson, uznawany za jednego z najmocniej bijących pięściarzy w historii, uległ „G-Manowi” przez nokaut. Rok później pięściarze spotkali się po raz kolejny, ale walka miała podobny przebieg, jak wcześniejsza.

Po dwóch wiktoriach nad świetnym Julianem Jacksonem przyszła pora przeskoczenia do wagi super średniej i walkę o pas z Nigelem Bennem w Londynie. Na tamten czas pięściarz urodzony w Essex legitymował się bardzo dobrym rekordem: 39 zwycięstw i tylko 2 porażki.

Walka McClellana z Bennem już od początku przyjęła dramatyczny przebieg. W pierwszej rundzie „G-Man”, w swoim stylu, rzucił się do szalonego ataku i dosłownie wyrzucił Anglika z ringu. Gospodarz pozbierał się i kontynuował batalię. W kolejnych rundach McClellan utrzymywał swoją przewagę, jednak Benn nie odpuszczał, uciekając się nawet do wielu nieprzepisowych zagrywek. Anglik wielokrotnie bił Amerykanina w potylicę oraz w zwarciach uderzał głową. Sędzia tego pojedynku zdawał się obojętny na nieczysty styl walki Benna. Mimo to McClellan zdołał posłać Benna na deski po raz drugi w rundzie ósmej. Anglik po raz kolejny pokazał niesamowite serce, szybko wstając i przystępując do dalszej walki.

Od drugiej połowy walki dało się zauważyć, że z „G-Manem” coś jest nie tak. Amerykanin walczył z szeroko otwartymi ustami a jego twarz wyginały co jakiś czas dziwne tiki.
Runda dziewiąta była tą, która diametralnie odmieniła obraz walki. Nigel Benn ,próbując trafić przeciwnika obszernym prawym sierpowym, przestrzelił i wpadając całym impetem ciała, uderzył Amerykanina głową. McClellan przyklęknął a sędzia, nie dając mu ani chwili na dojście do siebie, kazał natychmiast kontynuować walkę. Cała sytuacja dodała tylko Bennowi wiatru w skrzydła. W rundzie dziesiątej gospodarz trafił prawym i Amerykanin przyklęknął po raz drugi. Wstał po to, by po kilku kolejnych ciosach znów przyklęknąć. Tym razem „G-Man” dał się wyliczyć a Nigel Benn razem z całą londyńską halą oszalał z radości.
Gdy Brytyjczyk świętował wygraną i obronę pasa, był nieświadomy tego, że jego przeciwnik walczy o życie w londyńskim szpitalu. McClellan doznał rozległego uszkodzenia mózgu i przebywał blisko dwa tygodnie w śpiączce.
Aktualnie McClellan jest całkowicie niewidomy, nie słyszy w 80 procentach i nie pamięta wiele ze swojego dotychczasowego życia. Wymaga całodobowej opieki, którą zapewniają mu jego siostry. Każdy dzień jest dla Geralda i jego rodziny ciężką walką z przeciwnościami losu. Całą sytuację utrudnia fakt, że pieniądze, które McClellan zarobił na walkach, skończyły się lata temu. Do pomocy pięściarzowi nie garnął się również jego ówczesny promotor – Don King.

W 2007 r. Nigel Benn zorganizował zbiórkę na rzecz Geralda McClellana, zbierając ponad 200 tysięcy funtów. Od tego czasu, poza drobnymi zbiórkami organizowanymi co jakiś czas, rodzina Amerykanina musi radzić sobie sama.

Historia Geralda McClellana jest historią człowieka, który za marzenia zapłacił najwyższą cenę. Kiedyś kochany przez tłumy, dzisiaj zapomniany przez kibiców i kolegów po fachu. Żywot McClellana również jest przykładem tego, jak przewrotny potrafi być los, a to, co wydarzyło się w walce z Nigelem Bennem, powinno uświadomić zarówno kibicom, jak i zawodnikom, jakim niebezpiecznym sportem jest boks.

Autor: Przemysław Ambroziak