ASTAKSANTYNA DLA KULTURYSTÓW

17 stycznia 2017
577 Wyświetleń

Pytanie:

Astaksantyna spowalnia procesy starzenia się skóry, wpływa pozytywnie na serce, wzrok, mózg, wytrzymałość oraz regenerację stawów i ścięgien.Słyszałem, że wpływa też jakoś na tłuszcz i mięśnie. Czy to prawda i czy może mieć zastosowanie w kulturystyce…?

Odpowiedź:

Jakie mamy dowody na to, że astaksantyna sprzyja kształtowaniu sylwetki…?

W 1995 roku Inborr – dodając astaksantynę do paszy kurcząt – uzyskał szybszy wzrost ich masy ubojowej oraz procentowo znacznie wyższy udział mięsa w tej masie. Zachęcony tym rezultatem powtórzył rok później podobną procedurę na młodych tucznikach; doświadczenie na świnkach dało podobne efekty, jak na kurczakach.
Yang, dodając w 2006 astaksantynę do paszy tuczników na 14 dni przed ubojem, uzyskał tusze o znacznie większym udziale mięsa i znacznie mniejszej zawartości tłuszczu.
W 2009 roku Bergstrom podawał świniom przez 26 dni przed ubojem – albo samą paszę, albo taką samą paszę, tyle że wzbogaconą niskim, średnim lub wysokim dodatkiem astaksantyny. U wszystkich świnek karmionych barwnikiem doszło do wyraźnego spadku masy tłuszczu i wyraźnego wzrostu beztłuszczowej masy mięsa, z tym że zmiany te były największe w grupach otrzymujących niskie i średnie dawki astaksantyny.
W tym miejscu warto może wskazać na różnicę w aktywności pomiędzy astaksantyną a podobnym do niej chemicznie, ale znacznie tańszym, beta karotenem: zwierzęta otrzymujące wysokie dawki beta karotenu uzyskiwały większą masę ciała w porównaniu z grupą kontrolną (Staniaszek, 2008), tyle że – obok mięsa – obserwowano tu równie wysoki przyrost tłuszczu.

Aoi podawał w 2003 roku astaksantynę myszom, obserwując po 3 tygodniach mniejszy – w porównaniu z grupą kontrolną – rozpad mięśni po intensywnym wysiłku fizycznym.
W 2006 roku astaksantynę na tych samych gryzoniach badał Ikeuchi. W grupie myszy pałaszujących przez 5 tygodni ten barwny suplement badacz zaobserwował znaczny wzrost wytrzymałości w teście pływania (to mniej nas interesuje), jak również – co tutaj ważniejsze – dużo niższe stężenie kwasu mlekowego w mięśniach po wysiłku oraz większe zużycie kwasów tłuszczowych na cele energetyczne. Intensywniejsze spalanie tłuszczu może przełożyć się na lepszą rzeźbę mięśni (wiadomo!), zaś mniejsze zakwaszenie – na większą ich masę, do czego później powrócę…
W tym samym roku Ikeuchi wykonał jeszcze jedno badanie na myszach: tym razem podawał astaksantynę lub nie podawał jej gryzoniom przekarmianym wysokotłuszczową dietą, porównując metaboliczne efekty takiego postępowania z grupą zwierząt żywionych w sposób znormalizowany. Astaksantyna spowolniła przyrost wagi ciała tuczonych myszy, poprzez spektakularne zahamowanie rozwoju tkanki tłuszczowej. Powstrzymała też przerost wątroby, wynikający ze stłuszczenia tego narządu. Zdolność astaksantyny do protekcji wątroby powinna zainteresować szczególnie sportowców używających środków dopingujących w celu rozwoju masy mięśniowej, gdyż stłuszczenie i inne dysfunkcje tego narządu są częstymi powikłaniami nadużywania sterydów anabolicznych.
Aoi powrócił do badań na myszach w 2008 roku… Tym razem podawał astaksantynę gryzoniom zmuszanym do biegu, do całkowitego wyczerpania sił. W ten sposób udowodnił, że barwnik ten stymuluje lipolizę – rozpad molekuł tłuszczu zapasowego, oszczędzając jednocześnie glikogen – mięśniowy zapas glukozy, odpowiedzialny za wytrzymałość siłową mięśni i stanowiący – na skutek zdolności wiązania dużej ilości wody – pokaźną cześć ich masy. Dowiódł również, że astaksantyna zwiększa produkcję energii z tłuszczów, gdyż ochrania przed utlenianiem i utratą aktywności CPT1 – enzym wiążący kwasy tłuszczowe z karnityną, inicjującą ich spalanie poprzez wprowadzanie do mitochondriów.

Sawaki Keisuke potwierdził w 2002 roku wpływ astaksantyny na obniżanie gromadzenia kwasu mlekowego w trenowanych mięśniach ludzi, podając przez 4 tygodnie 6 mg tego suplementu dwudziestoletnim sportowcom. W porównaniu z grupą placebo – stężenie kwasu mlekowego po biegu na 1200 m było w grupie astaksantyny niższe o prawie 29 procent.
Redukcja kumulacji kwasu mlekowego ma ogromne znaczenie dla doraźnych zdolności wysiłkowych, gdyż ten uboczny produkt spalania glukozy jest sprawcą bólów mięśniowych podczas ćwiczeń, a tym samym – czynnikiem limitującym czas kontynuowania wysiłku. Należy jednak dodać, że enzymy kataboliczne, niszczące białka mięśniowe i utrudniające tym samym przyrost muskulatury, pracują najwydajniej przy wysokim zakwaszeniu środowiska komórek mięśniowych. Im więc mniej kwasu – tym mniej dotkliwy katabolizm.
Ponieważ kwas mlekowy jest produktem ubocznym spalania glukozy, niższy jego poziom świadczy o tym, że w trakcie wysiłku organizm spalił więcej kwasów tłuszczowych.
Kwas mlekowy jest produktem etapu spalania glukozy, przebiegającego bez udziału tlenu, nazywanego glikolizą beztlenową. W ten sposób spalają glukozę głównie szybkokurczliwe włókna mięśniowe typu II B. Wprawdzie włókna te są grube i łatwo zwiększają objętość, to ich procentowa zawartość jest w mięśniach relatywnie niewielka, więc nie przyczyniają się one w wymiernym stopniu do rozwoju masy mięśniowej. Prawdopodobnie odpowiadają tylko za szybkość i siłę. Ani bowiem typowy trening siłowy, ani szybkościowy, nie prowadzą do tak spektakularnego rozwoju masy mięśniowej, jakiego wymagają kulturyści. Jak wynika z praktyki metodyki treningowej – najskuteczniejszym stymulantem przerostu muskułów jest trening oporowy o dużej objętości, a więc taki, który angażuje w największym stopniu szybkokurczliwe włókna mięśniowe typu II A. I faktycznie – badania histologiczne mięśni kulturystów ujawniły głównie przerost włókien typu II A, bez większych zmian w strukturze typu II B. Okazuje się również, wbrew powszechnemu mniemaniu, że średnio ok. 40% masy mięśni kulturystów tworzą wolnokurczliwe włókna typu I. Teraz chodzi o to, że włókna typu II A i I spalają glukozę i kwasy tłuszczowe na szlakach tlenowych, i nie przyczyniają się w uchwytnym stopniu do kumulacji kwasu mlekowego. Mniejsze stężenie kwasu mlekowego w mięśniach po treningu ma więc swoją wymowę i może nas informować, że doszło do wzrostu masy mięśniowej, gdyż wzrost ten determinowany jest przez przerost włókien II A i I, a im więcej tych włókien, czyli im większa masa mięśniowa, tym sprawniejsze spalanie tlenowe podczas wysiłku i niższa koncentracja kwasu mlekowego.

W 1997 roku Malmsten podzielił czterdziestu młodych (17-19 lat) chłopców, uczniów szkoły medycznej, na dwie równe grupy, podając jednej przez 6 miesięcy 4 mg astaksantyny, zaś drugiej – placebo. Po zakończeniu eksperymentu nie odnotowano znaczącej różnicy w przyroście ogólnej wagi ciała, związanym z procesem dojrzewania; uczniowie z grupy astaksantyny przybrali średnio 1 kilogram, zaś z grupy placebo – 2,1 kilograma. Należy ubolewać, że nie wykonano tu pomiaru składu ciała, co pozwoliłoby określić proporcję pomiędzy tkanką tłuszczową a mięśniową. Niemniej, zestawiając tę informację z wynikami uzyskanymi w omawianych wyżej badaniach, możemy podejrzewać, że niższa progresja wagi w grupie astaksantyny mogła mieć przyczynę w redukcji tkanki tłuszczowej. Najprawdopodobniej więc w grupie placebo ogólna waga ciała wzrosła o większą wartość, gdyż doszło do jednoczesnego, proporcjonalnego przyrostu masy tkanki mięśniowej i tłuszczowej. Natomiast w grupie astaksantyny, z uwagi na preferencyjne spalanie tłuszczu, ten jeden kilogram mógł być kilogramem czystego mięsiwa.
Przed rozpoczęciem doświadczenia zmierzono siłę uczestników w teście uginania nóg na tzw. maszynie Smitha. Kiedy test ten powtórzono po 6 miesiącach, uczniowie z grupy placebo wykonali średnio po 9 ugięć więcej, podczas gdy ich koledzy z grupy astaksantyny – uwaga (!) – po 27. Przyrost siły mierzony tym testem wyniósł więc w pierwszej grupie tylko 22, natomiast w drugiej – 62 procent. Łatwo zauważyć, że nie chodziło tu o rozwój siły maksymalnej, tylko tzw. siły wytrzymałościowej czy też wytrzymałości siłowej. Musimy wiedzieć, że rozwój tej cechy motorycznej warunkują głównie włókna szybkokurczliwe typu II A, a więc te same, które w najwyższym stopniu odpowiadają za rozwój masy mięśniowej. Jeżeli poprawie ulega więc wytrzymałość siłowa, możemy być niemal pewni, że wzrasta objętość włókien II A, a to z kolei dobra prognoza co do rozwoju masy mięśniowej. Zaznaczmy, że uczniowie – jak podali autorzy badania – nie byli poddani programowi ćwiczeń siłowych, a korzystali jedynie z takich form rekreacji ruchowej, jak biegi i gry zespołowe. Należy więc podejrzewać, że suplementacja astaksantyny w połączeniu z treningiem oporowym mogłaby przynieść spektakularny efekt w postaci przyrostu masy muskułów.

Angwafor podawał w 2008 roku 42 zdrowym mężczyznom w wieku 37-70 lat astaksantynę z ekstraktem palmy sabalowej, badając jej wpływ na poziom testosteronu, DHT i estradiolu. Po 2 tygodniach – poziom testosteronu wzrósł bardzo spektakularnie, zaś poziom DHT i estradiolu wyraźnie się obniżył. Powołując się na wcześniejsze badania prowadzone poza organizmem, autorzy postulowali, że efekt ten mógł być zależny od hamującego działania astaksantyny na reduktazę i aromatazę – enzymy przekształcające testosteron w DHT i estradiol.
Wysoki poziom testosteronu, co wszyscy wiemy, sprzyja rozwojowi muskulatury i redukcji tkanki tłuszczowej. Natomiast obniżenie poziomu estradiolu może mieć kluczowe znaczenie dla estetyki ciała, gdyż hormon ten sprzyja zatrzymaniu wody pod skórą oraz gromadzeniu tłuszczu w okolicach sutków (lipomastia), ud i pośladków. Znaczący jego nadmiar może doprowadzić do rozwoju ginekomastii (kobiecego wyglądu i budowy męskich piersi), jak ma to czasami miejsce po długich kuracjach sterydowych, kiedy to podawany w nadmiarze testosteron przekształcany jest gremialnie w estradiol przez wspominaną wyżej aromatazę. Estradiol i powstający przy współudziale reduktazy DHT odpowiadają też za przerost prostaty oraz blokowanie osi podwzgórze-przysadka-gonada, skutkujące spadkiem produkcji własnego testosteronu i zanikiem jąder – przykre efekty uboczne nadużywania testosteronu i innych sterydów anabolicznych.

W 2009 roku Iwabayashi przeprowadził badanie na 35 zdrowych kobietach po menopauzie, które – paradoksalnie – powinno szczególnie zainteresować kulturystów… Tutaj podawano 12 mg astaksantyny przez 8 tygodni, obserwując wpływ tej substancji na różne parametry fizyczne i biochemiczne związane z procesami starzenia się organizmu. Zaobserwowano wiele niezmiernie pozytywnych efektów działania astaksantyny, ale najciekawsze w kontekście dzisiejszych rozważań wydają się cztery: niewielki wzrost poziomu IGF-1 (najsilniejszego hormonu anabolicznego), prawie 23-procentowy spadek poziomu kortyzolu (najsilniejszego hormonu katabolicznego), obniżenie masy tłuszczu całkowitego średnio o 210 g oraz (uwaga!) średni przyrost masy mięśniowej o 90 gramów.
Jeżeli ktoś powie, że niecałe 100 g mięsa przez 8 tygodni to mało – niech zauważy, że doświadczenie przeprowadzono na kobietach w starszym wieku, mało aktywnych fizycznie, a badania większości anabolików (np. sterydów) jednoznacznie wskazują, że ich wpływ na rozwój masy mięśniowej ujawnia się spektakularnie dopiero w połączeniu z ciężkim treningiem siłowym.

Astaksantyna jawi się więc nam tutaj jako suplement ułatwiający rozwój masy mięśniowej i sprzyjający redukcji tkanki tłuszczowej, więc wyjątkowo przydatny dla kulturystów i przedstawicieli innych dyscyplin sylwetkowych.
Wprawdzie astaksantyna nie należy do najtańszych suplementów, to jednak istnieje dla niej tzw. ‘okienko terapeutyczne’: działa najsilniej w określonych zakresach dawek, a dalsze zwiększanie dawki nie skutkuje już wzrostem korzyści terapeutycznych.

Jak wynika z przekroju badań, ten optymalny dla sportowców zakres dawek mieści się gdzieś w przedziale pomiędzy 4 a 12 mg na dobę.  

Sławomir Ambroziak